Nieprzespana noc. Potem poranek z całą swoja subtelnością zmieniającego się światła i kolorów, orzeźwiającym chłodem. Do tego krakanie pierzastych pomiotów matki natury. Tak, to jest moje katharsis. Gdy ten dzień obudzi się na dobre, zasnę spokojnie, zregenerowany. Nocne przytulanki z Morfeuszem zostawiam pederastom i ludziom dobrej woli.
Odręczna notka, z czasów ndr.prv.pl napisana gdy byłem odcięty od sieci. Zaczynam blogować po raz kolejny.
Enjoy
8 Grudzień 2008 o 21:28
Yes.
9 Grudzień 2008 o 01:18